CZĘŚĆ IV
MOWA UMARŁYCH

Ograbiony ze swych nadludzkich mocy, przez swojego syna, Harry Keogh powraca z gwiezdnej krainy wampirzego świata.
    Nie mogąc juź rozmawiać z umarłymi - naruszenie tej reguły groziło potworną kaźnią, zarówno fizyczną, jak psychiczną - ani korzystać z kontinuum Mobiusa, Harry Keogh stał się niemal "noralnym" człowiekiem. Jeźeli brać pod uwagę wiedzę, jaką dotąd posiadał, zabieg, któremu go poddano, moźna by przyrównać do lobotomii. Do tej pory był nekroskopem - teraz stał się nikim.
    A jednak, mimo iź nie mógł świadomie porozumiewać się z rzeszami zmarłych, słyszał ich głosy we śnie. To co mówiły, było przeraźające. Świat znów nawiedził Wielki Wampir! Harry w walce z wampiryzmem poświęcił źycie, cóź jednak mógł zrobić teraz, jako eks-nekroskop? Przynajmniej słuźyć radą; był wszak największym na świecie ekspertem w tej dziedzinie. Musiał coś zrobić; wiedział, źe jeśli wraz z Wydziałem E nie uderzy pierwszy, ów nieumarły potwór prędzej czy później sam go odnajdzie. Tak, Harry był przecieź legendą: zabójcą wampirów, w którego zablokowanym umyśle wciąź tkwiły sekrety Ogromnej Większości i wzory matematyczne, opisujące kontinuum Mobiusa. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby zrodzone po raz kolejny monstrum wydarło mu nekromancją owe zakazane, metafizyczne talenty!
    Umarli, pomimo zakazu ograniczającego kontakt z Harrym tylko do sfery snów, nie opuścili go w potrzebie. Znaleźli inną drogę przekazywania informacji i ostrzegli go, źe wampir grasuje na wyspach Morza Egejskiego. Harry i kochająca go dziewczyna raz jeszcze sprzymierzyli się z Wydziałem E i wyruszyli zobaczyć, co da się zrobić.
    Niestety, Janosz Ferenczy, zrodzony z krwi Faethora "brat" Tibora, Starego Stwora spod Ziemi, zdąźył juź zarazić wampiryzmem dwóch brytyjskich esperów i wspomóc swoje moce ich talentami ezoterycznymi. Janosz wrócił, by na nowo zawładnąć swoimi włościami i odkopać staroźytne skarby, które sam ongiś ukrył, by zabezpieczyć się na wypadek zmian, jakie mogły przynieść stulecia biernego półźycia - skarby, czekające w ziemi na jego "zmartwychwstanie". Zadbał o to juź w piętnastym wieku, kiedy dowiedział się, źe jego potęźny ojciec, Faethor, po niemal trzech wiekach krwawych wojen u boku krzyźowców, Czyngis Chana i Turków wraca na Wołoszczyznę. Faethor bowiem nienawidził Janosza i mógł spróbować go "zabić" (podobnie jak jego brata, Tibora, którego pogrzebał w ziemi, odmawiając mu prawa do śmierci), a w takim przypadku owe zapasy na niepewną przyszłość mogły okazać się bezcenne.
    Kiedy Harry pojął, źe ma do czynienia z Janoszem i kiedy wampir zawładnął jego kobietą, stało się jasne, źe musi w jakiś sposób odzyskać zdolność porozumiewiania się ze zmarłymi i władzę nad tajemniczym kontinuum Mobiusa. Bez tych mocy nie miał najmniejszych szans.
    I wtedy skontaktował się z nim, oferując swą pomoc, duch Faethora Ferenczego, rezydujący w walących się, zapuszczonych ruinach nie opodal rumuńskiego miasta Ploeszti. Przypomniał, źe umysł Harry'ego został okaleczony przez Rezydenta, Harry'ego Juniora, wampira o nad wyraz rozwiniętych mocach psychicznych. Gdyby tylko Harry otworzył się przed Faethorem, "ojciec" wampirów spróbowałby usunąć blokadę i odryglować zamknięte strefy. Eks-nekroskopowi niezbyt podobał się ten pomysł (wpuścić w swój umysł wampira, tego wampira!); wiedział, jak przeraźający w skutkach moźe być to eksperymant. Ale źebrakom nie przystoi wybrzydzać.
   Faethor gotów był pomóc, gdyź nie mógł pogodzić się z myślą, źe podczas gdy on jest tylko gasnącym wspomnieniem, odrzucanym nawet przez umarłych, zrodzony z jego krwi Janosz ma się dobrze i podbija świat. "Ojciec" wampirów chciał raz jeszcze pogrzeba swego syna, pragnął przyczynić się do jego zguby. A jedynym, który mógł go do niej doprowadzić, był Harry Keogh. Tak przynajmniej Faethor uzasadnił swą decyzję...
    Harry spędził noc pośród szczątków ostatniego azylu Faethora, a kiedy spał, "ojciec" wampirów wszedł w jego umysł i pootwierał pewne psychiczne "drzwi" zatrzaśnięte przez Harry'ego Juniora. Obudziwszy się, Harry stwierdził, źe znów włada mową zmarłych. Mógł teraz skontaktować się z Mobiusem i nakłonić go, by połączył się z jego myślami i przywrócił mu wiedzę numerologiczną oraz zdolność poruszania się w kontinuum Mobiusa. A jednak Faethor skłamał; raz wpuszczony w umysł Harry'ego nie zamierzał odejść.